- Hej kiedy Ness wraca od Twoich rodziców?? - spytał kiedy wysiadłam z samochodu
- Za tydzień a co?? - odparłam
- Chciałem ją zobaczyć - odpowiedział mi
- Okeey , to jak uzam to za stosowne to dam Ci znać - powiedziałem bez jakiego kolwiek uśmiechu na twarzy
- Nie możesz karać Ness za nasze rozstanie - powiedział ostro
- Ja jej nie karze - zaśmiałam mu się w twarz i ruszyłam w kierunku Falcao i Oscara
- Hej chłopaki co tam?? - spytałam lekko się uśmiechając
- Dobrze - odparł Falcao
- Wiedziałaś , że Ludi jest w ciąży ?? - spytał mnie Oscar
- Tak ale ona nie chciała Ci mówić przez Skype'a. Prosiła mnie , żebym Ci nie mówiła - wyjaśliłam mu
- Dzięki - zaśmiał się
- Nie cieszysz się ?? - spytałam go lekko zdziwiona
- Cieszę - skłamał
- To dobrze - uśmiechnełam się
Później poszłam do swojego gabinetu , gdzie miałam się zajmować papierkową robotą. Trener chyba wyczuł nie zdrowe napięcie pomiędzy mną a Edenem i nie chciał doprowadzić do rękoczynów. Chciałam tego uniknąć , więc jak posadził mnie w gabinecie ucieszyłam się . Miałam spokój a pisanie opini na temat stanu zdrowia piłkarzy jak najbardziej mi odpowiadał. Wiadomo wolałaby siedzieć na trybunie i oglądać trening ale też chciałam jak najmniej widywać mojego byłego chłopaka. Nie chciałam karać Vanessy za to co zrobił jej ojciec , nie chciałam zabierać jej ojca bo wiedziałam jak mała go kocha ale nie mogłam mu wybaczyć , że po raz kolejny mnie zostawił. Kochałam go wiadomo, był ojcem mojego dziecka ale my jednak do siebie nie pasowaliśmy , może tak miało być. Może. Wzięłam się za pracę bo nie chciałam dłużej się męczyć i myśleć o nie udanym związku z Edenem. Przejżałam wszystkie papiery , napisałam wszystkie raporty i nie miałam nic do roboty. Kręciłam się na krześle z nudów , humor mi się jakoś poprawił . Nagle usłyszałam pukanie do drzwi. Do środka wszedł nasz trener José Mourinho.
- Dzień dobry trenerze , co trenera tu sprowadza?? - spytałam go
- Zakopcie ten topur wojenny - powiedział
- Co proszę?? - zdziwiłam się
- Rozmawiałem z Edenem i wszystko mi powiedział . Nie możesz tak postępować - wyjaśnił - Nie bronie go ale mówie , że robicie sobie krzywdę a przede wszystkim waszej córce. To ona jest teraz najważniejsza a nie wasze spory - dodał widząc , że już otwieram usta
- Wiem ale niech trener postawi się w mojej sytuacji - odparłam
- Jest Ci ciężko teraz , ale później wszystko przeminie - odarł
- Nie wiem czy kiedykolwiek przeminie moja miłość do niego - stwierdziłam
- Kochasz go ?? - zdziwił się
- Tak - odparłam
- To walcz - powiedział
- Nie ma już o co - odpowiadziałam
- Jest - uśmiechnął się i wyszedł
Zostawił mnie samą z myślami , jak ma zakopać topur wojenny z kimś kogo się kocha. Przecież nie mam z nim żadnego toporu. Wyszłam z gabinetu i na kogoś wpadłam . Okazało się , że to właśnie Eden.
- Do mnie?? - spytałam
- Właściwie nie - odpowiedział
- To co ty tu robisz?? - spytałam
- Przechodziłem - zdziwił się
- Aha , w takim razie do zobaczenie jutro - mruknęłam i odeszłam
Poszłam na parking , gdzie zaparkowałam swój samochód. Chciałam to niego wsiąść kiedy usłyszałam za sobą czyjeś wołanie. Odwróciłam się i zobaczyłam biegnącego w moją stronę Edena.
- Zacznijmy od początku - powiedział zatrzymując się przed maską mojego samochodu
- Od kiedy ty masz takie przemyślenia ?? - spytałam
- Od kiedy po razu drugi Cię straciłem - powiedział
- Na swoje własne życzenie - stwierdziałam oschle
- Przestań udawć taką oschłą. Wiem , że taka nie jesteś - odparł
- Skąd możesz to wiedzieć?? - spytałam go
- Poprostu wiem - złapał mnie za rękę
- Weż rękę - powiedziałam - Proszę - dodałam
- Jak chcesz - zaśmiał się i ją zdjął - To jak zaczynamy wszystko od początku . Nie musimy być razem ale nie chce , żeby przez nas nasza córka cierpiała. Daj mi ostnią szansę proszę - dodał
- Nie wiem czy mogę Ci zaufać , boje sie , że znów mnie zranisz , a ja już trzeci raz tego nie wytrzymam - powiedziałam
- Daj mi szanse , nie musimy od razu do siebie wracać - stwierdził
- To co tak poprostu mamy randkować ?? - zdziwiłam się
- A co to zły pomysł ?? - spytał
- Nie ale nie wiem czy dam radę - powiedziałam
- Dasz nie musimy od razu dziś sie spotykać - uśmiechnął się
- Zobaczymy , dam Ci znać - powiedziałam i wsiadłam do auta
Chciałam już ruszać kiedy Eden podszedł do szyby i zapukał , otwarłam szybę
- Podwieziesz mnie do Costy?? - spytał
- Wsiadaj - uśmiechnęłam się lekko
Podwiozłam go do naszego wspólnego kolegii Diego Costy , kiedy wysiadł pojechałam do domu. Tam nie miałam nic do roboty więc połorzyłam się.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz